Środa w Lidze Mistrzów - Blog Piłkarski - Po Meczu

Środa w Lidze Mistrzów

558
0
Share:

Wczorajszego wieczoru niewątpliwie wszyscy żyli meczem Legii Warszawa. Jak to spotkanie się zakończyło wszyscy wiemy, można czuć rozczarowanie, przecież mogliśmy wybrać inny mecz i obejrzeć kawał dobrego futbolu w wykonaniu piłkarskich potęg. O meczu Legii szerzej piszemy TUTAJ. Co działo się na innych boiskach? Kto zaskoczył, kto strzelił? Czy ominęło nas coś ciekawego? Niewątpliwie, przecież to Liga Mistrzów!

Club Brugge – Leicester

Oba zespoły przystępowały do tego spotkania w fatalnej formie ligowej. Zwłaszcza Leicester, które po sensacyjnym mistrzostwie w tym sezonie nie zachwyca. Drużynę Ranierego już w drugiej minucie meczu mógł skarcić Izquiero, ale w sytuacji sam na sam fatalnie spudłował. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak już w następnej akcji, Marc Albrighton wepchnął piłkę do pustej bramki. Fatalnie w tej sytuacji zachował się bramkarz gospodarzy, Butelle, który nie zdołał wypiąstkować piłki.
Kolejna bramka to popis umiejętności Mahreza, świetny strzał z rzutu wolnego. Miejmy nadzieje, że fantastyczna lewa noga Algierczyka wróci na stałe do formy.

Mimo, że gospodarze byli częściej przy piłce to Leicester miało więcej z gry i stwarzał akcję za akcją. Ozdobą spotkania mogło być trafienie Drinkwatera, jednak Anglik minimalnie chybił. Trzecia bramka to zasługa Vardego, który świetnie urwał się obrońcom i wywalczył rzut karny, którego na gola zamienił Mahrez. 0:3 i zasłużona wygrana gości.

Jeżeli chodzi o Polaków to Marcin Wasilewski cały mecz spędził na ławce rezerwowych, a Bartek Kapustka nie zmieścił się w meczowej 18.

FC Porto – FC Kopenhaga

Portugalczycy przystępowali do tego spotkania jako faworyci i już w 13 minucie potwierdzili oczekiwania. Po fantastycznej asyście Andre Silvy bramkę zdobył Otavinho. Warto dodać, że obaj zawodnicy mają po 21 lat. Przyszłość FC Porto. Mecz nie był zbyt obfity w sytuacje bramkowe. Jednak w 52 minucie Cornelius wykorzystał fatalne ustawienie Tellesa, strzałem głową pokonał Casillasa i wyrównał stan meczu. Mimo, że od 66 minuty goście grali w dziesiątkę to wynik spotkania już się nie zmienił.

Juventus Turyn – Sevilla

To spotkanie zapowiadało się na jedno z najciekawszych tego wieczoru. Mistrz Włoch kontra triumfator Ligi Europy. Faworyta tego spotkania nawet nie trzeba wskazywać. Stara Dama przystępowała do tego meczu po trzech zwycięstwach w lidze. Wielu obecnie uważa, że Juve ma najlepszą kadrę na świecie. Allegri może sobie pozwolić na wybór spośród dwudziestu świetnych zawodników. Sevilla też nie ma prawa narzekać na zawodników, do zespołu dołączyli między innymi Ganso czy Nasri, jednak to nie jest ten sam kaliber co Pjanić czy Higuain.

Sam wynik rozczarował, jednak na brak sytuacji nie mamy prawa narzekać. Najlepszą sytuację miał Higuain, który uderzył w poprzeczkę. To Juventus był lepszym zespołem i miał więcej okazji. Mimo wszystko mecz zakończył się wynikiem 0:0. Dla Juve nie jest to wymarzony wynik, za to Sevilla nie może narzekać. Jeden punkt wywieziony z bardzo trudnego terenu to niezły wynik.

Bayer Leverkusen – CSKA Moskwa

W zeszły weekend cała Europa zachwyciła się Joelem Pohjanpalo, który w kilka minut popisał się hattrickiem. Mimo to Schmidt postanowił pozostawić Fina na ławce. I po 15 minutach nikt nie negował tego, że to była zła decyzja.

Już w dziewiątej minucie Mehmedi wykorzystał świetne podanie Henrichsa. Sześć minut później gospodarze podeszli wysokim pressingem i wykorzystali niezdecydowanie obrońców CSKA. Kapitalnym trafieniem popisał się Turecki, wielki talent, Calhanoglu.

Ręce składają się same do oklasków. Po tej bramce już nic nie świadczyło o tym, że CSKA może się podnieść, wszystko wskazywało na kolejne trafienia gospodarzy. Najpierw Wendell trafił wprost w Akinfeeva, a później dwa razy strzelał Mehmedi, ale i tym razem górą był rosyjski bramkarz.
Bayer pudłował, za to CSKA wzięło się do roboty. Pierwszą bramkę dla gości zdobył Dzagoev, który świetnie wpadł w pole karny i oddał strzał pod poprzeczkę. Drugi gol padł już dwie minuty później. Z pierwszej piłki zagrał Lacina Traore, a Eremenko z ostrego z dosyć ostrego konta umieścił piłkę w siatce. W tej sytuacji nie popisał się Leno, który źle się ustawił i puścił futbolówkę między nogami. Wynik już się nie zmienił, choć sytuację miał między innymi Julian Brandt, jednak młody Niemiec fatalnie spudłował. Trenerzy mają rację mówiąc, że 2:0 to najgorszy wynik, Aptekarze na pewno nie będą zadowoleni z tego obrotu sprawy.

Olimpique Lyon – Dinamo Zagrzeb

rybus

Podstaw do narzekania nie ma na pewno Maciej Rybus i jego zespół. Olimpique pewnie wygrało 3:0 po bramkach Tolisso, Ferriego oraz Corneta. A Polak rozegrał pełne 90 minut na wahadle. Po kilku nieudanych występach Rybus w końcu może być zadowolony z występu, był aktywny i mógł nawet zdobyć bramkę. Niestety po jego uderzeniu piłka minimalnie minęła słupek bramki Sempera.

Real Madryt – Sporting Lizbona

Drugi mecz grupy F, grupy w której występuje Legia Warszawa. Real przystąpił do tego spotkania w optymalnym składzie, jedynie Zidane nie mógł skorzystać z Keylora Navasa, który kontynuuje rehabilitację po kontuzji ścięgna Achillesa. Za to na boisku mogliśmy zobaczyć Cristiano Ronaldo. U Portugalczyka nie ma już śladu po urazie dla którego na pewno był to szczególny mecz. CR7 jest wychowankiem Sportingu.

Sporting podszedł do tego meczu bez kompleksów i już w dziewiątej minucie uderzył Gelson Martins, ale świetnie interweniował Casilla. Jednak z upływającymi minutami to Real przejmował inicjatywę, blisko strzelenia bramki był Ronaldo, który uderzył z trzydziestego metra, ale na posterunku był Rui Patricio.
W pierwszej połowie nie wydarzyło się nic ciekawego i oprócz kilka strzałów pierwsze czterdzieści pięć minut zakończyło się remisem.

bruno cesar

Na początku drugiej połowy całe Santiago Bernabeu zamarło. Bruno Cesar płaskim strzałem w po długim słupku daje prowadzenie dla Sportingu. Strzał niezbyt mocny, ale niesłychanie precyzyjny, Casilla bez szans.
Po tej bramce mecz nam się ożywił, Real zaczął napierać i stwarzać sobie mnóstwo sytuacji, Sporting też miał swoje okazje. Tak jak ta z 63 minuty kiedy Dost minimalnie minął się z piłką. Od tej sytuacji to Real przejął całkowitą kontrolę nad grą. Jednak strzały gospodarzy albo były za słabe, albo niecelne. Najlepszą sytuację drużyna Zidana stworzyła sobie w 83 minucie, ale Ronaldo trafił w słupek. Minutę później świetnie uderzył Carvalaj, niestety tylko w boczną siatkę. Real był drużyną lepszą, stwarzał sobie więcej sytuacji, ale nic nie wskazywało na to, że w tym meczu zdobędą jakieś punkty. Jednak w 89 minucie Ronaldo ustawił piłkę i kapitalnie uderzył z rzutu wolnego.

Piłkę odbiła się od słupka i znalazła się w bramce Patricio. Portugalczyk przypomniał sobie w końcu jak świetnie potrafi uderzać z rzutu wolnego. 1:1 i wszyscy już czekali na końcowy wynik. Jednak kilka sekund przed końcem James posłał piłkę do Alvaro Moraty, a ten celną główkę umieścił piłkę w siatce!

james

Real w bólach wygrał 2:1. Był zdecydowanie drużyną lepszą, ale po stronie Sportingu na pewno pozostanie niedosyt. W końcu tylko kilku minut zabrakło im do upragnionego zwycięstwa.

Tottenham – AS Monaco

Na pewno jedno z ciekawszych środowych spotkań. Vicemistrz Anglii podejmował u siebie obecnego lidera Ligue 1. Monaco na razie prezentuje się fantastycznie. Co pokazała między innymi wygrana z Paris Saint-Germain. Zaczęło się wyśmienicie dla gości, w 15 minucie błąd gospodarzy wykorzystał Bernardo Silva, który posłał mocny strzał w róg bramki, a piętnaście minut później wynik spotkania podwyższył Thomas Lemar. Młody Francuz huknął pod poprzeczkę. Warto odnotować, że były to jedynie dwa celne strzały w wykonaniu gości. Cóż za skuteczność! Tottenham zdołał odpowiedzieć tylko trafieniem Alderweirelda. Trzeba dodać, że trochę winy przy tej bramce ponosi Kamil Glik, który nie zdołał pokryć Belga. W drugiej połowie Monaco nie pozwoliło na zbyt wiele gospodarzom i utrzymało korzystny wynik. Nasz obrońca rozegrał pełne 90 minut i mimo, że nie pokrył przy straconej bramce to na pewno może zaliczyć ten występ do udanych

Manchester City – Borussia Moenchengladbach

city

Pierwotnie ten mecz miał zostać rozegrany we wtorek, ale z powodu obfitych opadów deszczu został przełożony na środę. Zespół Pepa Guardioli okazał się niepodważalnie lepszy i całkowicie zdetronizował przyjezdnych. City pewnie wygrało 4:0, a głodny gry Aguero popisał się hattrickiem. Czwartego gola dołożył Iheanacho i Obywatele mogli cieszyć się z trzech punktów. Całkowicie zasłużona wygrana. Tak mocnego City dawno się nie oglądało.

Share:
Close